Czyste Tatry

Historia pewnego śmiecia

IMG_0087

Jak wam się wydaje, czy wszystkie śmieci, które lądują na górskich szlakach udaje się co roku zebrać? Co dzieje się z tymi, które po sezonie turystycznym umkną uwagi sprzątających? Dzięki opowieści Marka Kota, możecie prześledzić, jaką podróż pokonują śmieci z tatrzańskich szlaków i dokąd potrafią dotrzeć. I lepiej zrozumieć, dlaczego takie projekty jak Czyste Tatry są potrzebne. Ta historia jest prawdziwa i tylko my możemy sprawić, żeby w przyszłości pozostała tylko legendą, a nie przykrą codziennością…

* Śmieci wyrzucone w Tatrach na szlaku nie zostają tam na zawsze. Często ruszają w podróż
* Podróż odpadków, które często zabierają górskie rzeki i potoki, może liczyć nawet setki kilometrów
* Efekty śmieci pozostawionych w górach przez turystów widać w sąsiednich gminach, daleko od Tatr

Żyjemy w czasach, kiedy większość ludzi chce coś sprzedać. Reklama dźwignią handlu, jak mówi stare porzekadło, a najprościej reklamować swój produkt na opakowaniu… Setki, tysiące, miliony, miliardy opakowań, w większości jednorazowych, produkowanych głównie z niezwykle odpornych na zniszczenie materiałów po zużyciu ich zawartości stają się zbędne.

Klient kupił towar, zwabiony barwnym opakowaniem, nawiązującym do kołaczącego gdzieś w podświadomości obrazu reklamy, która odwoływała się do najświętszych i najważniejszych wartości, jak miłość i bezpieczeństwo. Zawartość opakowania została wyjęta, samo opakowanie zostało… Co się z nim stało? W najlepszym wypadku, jeśli rozpakowano towar w domu, opakowanie trafiło do kosza… Z kosza do worka na śmieci, worki ze śmieciami w większości na wysypisko śmieci… Niestety, nie wszystkie, bo część z nich trafiło do płynącego nieopodal domu potoku. W potoku zrobiło się bardzo kolorowo i wesoło. Poza opakowaniami znajdowały się tam już inne rzeczy zbędne, których należało się pozbyć, jak choćby sprzęty domowe, stare ubrania, materiały z rozbiórki domu, a nawet meble…

Zapytacie z pewnością: dlaczego do potoku czy rzeki? Bo jeśli trafią na nielegalne wysypisko na łące czy w lesie, to upłynie dużo czasu, zanim zarosną pokrzywami lub rozwlecze je wiatr i dzikie zwierzęta. A taki potok zabierze je w dół i ślad po nich zaginie. Po prostu znikną! Co więcej, od czasu do czasu, kiedy spadną obfite deszcze lub zaczną się topić śniegi, przyjdzie wielka woda i wszystko posprząta! Dokładnie, szybko i za darmo!

Przyszła wielka woda. Potoczki pomknęły ze zdwojoną prędkością do potoków, potoki do Dunajca, Dunajec w dół, w stronę Wisły i Bałtyku. Wezbrany nurt porwał plastikowe i szklane butelki, puszki i worki foliowe, wesoło pomykały kawałki styropianu i stare ubrania. Popłynęły niektóre meble. Nurt rozwlekł na dużej przestrzeni nawet rozbite płyty eternitu czy resztki metalowych zbrojeń z rozebranej stodoły. Zrobiło się prawie czysto, choć woda przyniosła z góry trochę innych śmieci, które trafiły do wody w sąsiednich miejscowościach. Na żyznym namule zaczęło kwitnąć nowe, bujne życie, którego symbolem stał się barszcz kaukaski wyrastających z naniesionych przez wodę nasion.

Tymczasem „nasze” śmieci popadły w nie lada kłopot. Trafiły nagle do stojącej wody jeziora czorsztyńskiego i z setkami tysięcy podobnych im rozbitków dryfowały niesione falami, aż mogły znaleźć spokojną przystań w jakiejś zatoczce. W zatoczkach panował tłok nie do opisania. Puszki po piwie uderzały w butelki po wódce, wiaderka po lakierach obijały się o prawie puste opakowania po klejach budowlanych, resztki płyt styropianowych rozpadały się w biały groszek wypełniający wolne przestrzenie. Gdzieniegdzie przebłyskiwały rozdęte od gazów gnilnych brzuchy padłych zwierząt gospodarskich, które taniej było wrzucić do wezbranego Dunajca, niż utylizować za ciężkie pieniądze…

Po pewnym czasie woda w jeziorze zaczęła opadać, śmieci osadzały się na brzegu. Zrobiło się pięknie i kolorowo od wciąż jeszcze barwnych opakowań plastikowych, a fetor gnijącej padliny i roje much odpędzały z tych miejsc ludzi. Nie dane jednak było „naszym” śmieciom spocząć na wieki wieków w tych malowniczych zatoczkach, bo nad jeziorem pojawili się bardzo dziwni ludzie. Zaopatrzeni w wielkie wory zbierali śmieci, segregując je od razu na plastikowe, metalowe i inne. Pracowali jak w amoku, po prostu się ścigali, kto zbierze ich więcej, szybciej, dokładniej.
Byli to uczestnicy akcji „Rodzinne granie w śmieciobranie”, którzy pomogli pracownikom Zespołu Elektrowni Wodnych, którzy też sprzątają brzegi jeziora ze śmieci, w utrzymaniu perły Podhala, jaką niewątpliwie jest Jezioro Czorsztyńskie w stanie czystości akceptowalnym przez przyjeżdżające tu tysiące turystów. Działali dla dobra innych, ale i dla siebie, bo przyjemniej jest przecież wypoczywać w czystym miejscu niż na wysypisku… Jak sobie pośmiecisz, tak wypoczniesz!

Historia wędrówki „naszych” śmieci zakończyła się szczęśliwie, jednak wzdłuż potoków i rzek zalegają miliony śmieci, które powoli wrastają w tworzące się nad wodą gleby, aby utworzyć warstwę „Kultury butelek i puszek”, jak nazwą ją kiedyś przyszłe pokolenia archeologów. Czas rozkładu butelki plastikowej może osiągać i tysiąc lat, a opakowania szklane są niemal wieczne…

Co zrobić, aby śmieci nie trafiały do wody? Należy zacząć od decyzji już w sklepie: zastanowić się, czy kupujemy opakowanie, czy towar? Prosta decyzja wyboru napoju w opakowaniu zwrotnym nie da szans butelce plastikowej na spływ Dunajcem podczas powodzi. Wybór opakowania papierowego zamiast foliowego przyspieszy rozkład śmiecia, nawet gdyby wbrew naszej woli „uciekł” on ze śmietnika… Sortowanie śmieci przed wrzuceniem do kosza zamienia je w cenne surowce wtórne, których nie opłaci się nikomu wrzucić do rzeki… Nie wolno też zachowywać bierności, jeśli widzimy, że ktoś zaśmieca rzekę, która należy przecież do nas wszystkich!

Autor: Marek Kot / Tatrzański Park Narodowy